Chcę być z Tobą szczera od początku: nie potrafię podać nazwy większości kamieni, których używam. Nie wiem, który jest jaspisem, a który krzemieniem, który powstał z wulkanu, a który z rzeki przez bardzo długi czas. Gdy ktoś pyta, zwykle uśmiecham się i mówię, że nie jestem pewna.

Przez chwilę mnie to zawstydzało. Przecież osoba, która robi biżuterię, powinna takie rzeczy wiedzieć. Kupiłam kiedyś książkę, ciężką, pełną tabel i łaciny. Wciąż stoi na półce, w większości nieprzeczytana.

Ale potem przypominam sobie, dlaczego zaczęłam. Podniosłam pierwszy kamyk, bo dobrze leżał w dłoni, a jego kolor mi się podobał. To było wszystko. Niewiedza jest częścią daru — pozwala mi spotkać każdy kamień jako jego samego, a nie jako kategorię.

Będę się uczyć, powoli, z czasem. Ale nie będę ku temu pędzić i nie pozwolę, by stało się to sednem. Na razie pozwalam sobie na pierwszy krok, i tylko pierwszy krok. Prosty i odrobinę niepewny — i zawsze zebrany ręcznie.